Wczoraj w szkole mojej siostry odbył się Festyn rodzinny, na który zostałam "siłą zaciągnięta" by pomagać przy losach. Nie powiem, a może jednak powiem, że sądziłam iż przy tych losach będzie o wiele łatwiej. Jednak przeliczyłam się... było tyle chętnych ludzi (pewnie o główną nagrodę jaką był rower), że w pewnym momencie zaczęłam się gubić. Na szczęście na pomoc przybyła mi moja kochana ""Padaczka" aka Jezusz"
nadal pamiętam twój "pierwszy" pseudonim, kiedyś napisze ci tutaj wszystkie wspominki.